Każdy krok w kierunku
liberalizacji polityki narkotykowej jest co do zasady dobry. Nie
ulegajmy jednak złudzeniom – reglamentacja marihuany to pomysł
równie poroniony, jak PRL-owskie kartki na mleko.
O przepisie, który
zabrania posiadania nawet najmniejszej ilości narkotyku na własny
użytek, często mówi się „paragraf statystyczny” -
przestępstwa nie ma, dopóki nie zostanie wykryte, co gwarantuje
100% skuteczność. W rzeczywistości, skuteczność organów
ścigania jest bliższa setnych części procenta.
Poruszony powracającymi jak bumerang wystąpieniami ministra niesprawiedliwości Zbigniewa Z., proponuję aby jego ugrupowanie złożyło w Sejmie wniosek o wprowadzenie prohibicji alkoholowej.
Legalizacja marihuany w dwóch amerykańskich stanach to nie tylko zwycięstwo zdrowego rozsądku i wolności osobistych – to także przykład dobrej polityki ekonomicznej.
Amerykanie wybrali nie tylko Obamę i demokratyczny Senat – przede wszystkim, wybrali legalną marihuanę. Na pytanie „czy jesteś za legalizacją i regulacją produkcji, posiadania i dystrybucji marihuany dla osób powyżej 21 roku życia?” 55% wyborców w dwóch stanach – Kolorado i Waszyngton – odpowiedziało TAK.
Debata Gazety Wyborczej - „Narkotyki:
Koniec wojny?” miała wyznaczyć nową jakość w poziomie dyskusji
na temat polityki narkotykowej, tak krajowej, jak i międzynarodowej.
Nie na co dzień o naszych iście białoruskich przepisach
wypowiadają się prezydenci, wpływowi biznesmeni czy reprezentanci
ONZ. Czy spotkanie spełniło wygórowane oczekiwania? I tak i nie.
Dwie nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomani oraz efekty działań policji, prokuratury, sądów i Państwowej Inspekcji Sanitarnej w walce z tzw. dopalaczami - tym, teoretycznie, zajmowały się w tym tygodniu trzy sejmowe komisje: Administracji i Spraw Wewnętrznych, Sprawiedliwości i Praw Człowieka oraz Zdrowia. Wnioski? W sumie brak.